piątek, 20 grudnia 2013

Tajlandia, Pattaya - różne oblicza... cz. I

Będzie! Będzie zabawa! Będzie się działo! I znowu nocy będzie mało. Będzie głośno, będzie radośnie. Znów przetańczymy razem całą noc.

Refren piosenki zespołu Piersi, idealnie pasuje do wizerunku Pattaya - miasta grzechu i rozpusty :) Tak..., tak czas wracać do rzeczywistości a w poniedziałek jeszcze płaszczyłam tyłek na plaży i nurkowałam... chlip, chlip... :( 
9 godzin lotu Dreamlinerem i 6 godzinny przeskok w czasie wynagrodził wszystkie niedogodności. Choć jechałam wypocząć, to się nie udało, ponieważ wstawałam o 9:30 a kładłam się spać 4:30. Jedynie dwa razy udało się o 02:30. W Pattaya inaczej się nie da, tyle się dzieje, tam życie dopiero zaczyna się po 20:00 :)

Przez cały pobyt mieliśmy wymarzoną pogodę, ponad 30 °C a w nocy około 26-27 °C, nie to co u nas, zimne noce w lecie.


Nasz hotel był idealnie usytuowany. Mieliśmy rzut kamieniem do portu, gdzie odpływały statki na wyspę Koh Larn i na główną ulicę Walking Street, gdzie toczyło się nocne życie. Ogólnie hotelik był piękny a po środku niego rozciągał się wspaniały, duży i egzotyczny ogród oraz dwa baseny. Mieliśmy pokój na ostatnim, czwartym piętrze, tym samym idealny widok na wszystko :)


W centrum ogrodu płynęła rzeczka, ale pachniała nie ciekawie...





 Jeden basen mieścił się w środku ogrodu a...


 drugi przy hotelu, koło plaży.


Śniadanka były pyszne i obfite w formie szweckiego bufetu, na okrągło dokładano, osobiście za bardzo się nie objadałam. Oczywiście nie zdążyłam wszystkiego wypróbować z tego co serwowali...





Pierwsze dwa dni spędzałam na basenie a wieczorem wypad w głąb miasta.
Jak już wspominałam całe życie toczyło się na głównej ulicy Walking Street. Dyskoteki i kluby Go Go jeden obok drugiego, pełno naganiaczy i półnagich dziewczyn zapraszających by wejść do środka. Istna Sodoma i Gomora lub gorzej :D  W Tajlandii jest też trzecia płeć tzw Lady- boy, praktycznie nie odróżnisz faceta od dziewczyny, jedynie co to męskie głosy ich zdradzały. Formalnie istny cyrk :D

Zapraszam na wirtualną wycieczkę po Walking Street. 

Owoce Tajlandii można było kupić na każdym kroku, oczywiście trochę przywiozłam do Polski :)

Rambutany, bardzo smaczne :)


Pitaya, taka sobie.


Król owoców Durian. Trąci jak piekło a smakuje jak niebo.
Większość twierdzi, że zapach przypomina ścieki lub nieświeże mięso a smakuje podobnie do budyniu.
Wcale tak nie wali, ludzie przesadzają a smakuje jak robiony domowym sposobem syrop z cebuli z dodatkiem cukru, może trochę intensywniej, później z deka zmienia posmak.


Salacca, bardzo smaczne owoce. Przypomina mi intensywny smak i truskawki z czymś tam bliżej nie określonym.


Mangostany, bardzo pyszne.


Longostany.


Małe bananki, bardzo smaczne, dawno nie jadłam takich. Koktajl jest z nich rewelacyjny, mniam...


Wstrząsu dostałam na widok przepięknego, niesamowitego The Sanctuary of Truth. Całe sanktuarium jest z drewna, obecnie trwają prace konserwacyjne.
Usytuowane tuż nad brzegiem morza, kształt wzorowany jest na tradycyjnej tajskiej architekturze, a rzeźby przedsatwają trzy najważniejsze artystyczne i filozoficzne wpływy w kulturze Tajlandii: chiński, hinduski i khmerski.













Sanktuarium w środku.






 Też się załapałam :)


 Dziś to na tyle serdecznie zapraszam na kolejny odcinek, już niebawem :)

30 komentarzy:

  1. Ale tam pięknie, zazdroszczę wycieczki :)
    A jedzonko wygląda bardzo smacznie, aż zgłodniałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana poczekaj do następnej części. Tam jest wszystko piękne :) Chcę wracać !!!

      Usuń
  2. zawsze zastanawiałam się śmierdzielkiem - Durianem :) odważna jesteś i jeszcze Ci smakował!!! A focia w "koronie" rządzi!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bym nie przeżyła, jak bym nie posmakowała Duriana. Aga już po mału przyzwyczajałam się do korony :)))

      Usuń
  3. Aaaach, ale sie rozmarzylam. Pieknie tam :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękne zdjęcia, zazdroszczę :(

    OdpowiedzUsuń
  5. wypad do Tajlandii to moje największe marzenie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. ehhhh nawet nic nie mówię, bo mnie zazdrość pożera :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Aguś wspaniała wyprawa ! marzy mi się bardzo! Mam nadzieję, że w końcu tam kiedyś dotrę i zakosztuję uroków Tajlandii :)

    OdpowiedzUsuń
  8. WOW! Nawet nie wiesz jak Ci tej wyprawy zazdroszczę :)
    Czekam na kolejne wpisy dotyczące Tajlandii :)

    OdpowiedzUsuń
  9. uwielbiam te wszystkie Tajlandzkie owoce <3
    mam nadzieję jeszcze tam wrócić

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owoce są smaczne, też na pewno wrócę, ale na objazdówkę :)

      Usuń
  10. Miłego wypoczynku, a zdjęcia i miejsce urlopu super:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Owoce zjawiskowe, mam nadzieję, że uda mi się ich wszystkich spróbować ;) Super zdjęcia :)
    Zapraszam : http://pp-popolsku.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owoce smaczne, polecam :) W jaki region jedziesz? :)

      Usuń
  12. Nie mogę się doczekać, aż zjem wszystkie te owoce ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jednak się wybierasz do Taj? Kiedy i gdzie? :)

      Usuń
  13. o rajuśku, te owoce, właśnie o nich dużo słyszałam w relacjach z Tajlandii.. Boszszsz, jakbym się objadała.. :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Hej Aguś :D Miło Cię zobaczyć :D Zdjęcia bajeczne - zazdroszczę tak cudownej wyprawy :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarze, każdy jest dla mnie ważny. Na wszystkie postaram się odpowiedzieć :)