niedziela, 22 grudnia 2013

Tajlandia, Pattaya - różne oblicza... cz. II

Nocne życie w Pattaya toczy się również w innych częściach miasta. Kończy się Walking Street a zaczyna na Pattaya Beach. Wzdłuż plaży rozciąga się około 2 km alejka palmowa, wieczorem oblegana jest kobietami lekkich obyczaii, transwestytami i Bóg wie czym jeszcze, jest ich tam dosłownie ogrom, jeden przy drugim. Ciekawskich i klientów jest chyba tyle samo, o zgrozo! Oczywiście pełno tam ulicznych sprzedawców z jedzeniem, ciuchami, pamiątkami i innymi bublami :) Jedzenie równa się zapełnionymi po brzegi śmietnikami i workami z których wszystko wychodzi. Na plaży latają szczury a rano plaża zamienia się w jeden wielki plac leżaków... Osobiście więcej nie stanęłam na ten piasek, gdzie wieczorami Tajowie chodzili z wykrywaczami metali i szukali zgubionego złota po Rosjanach, których jest tam bezliku. Czasami czułam się jakbym była w Rosji, bo co drugi turysta to Rosjanin. Szczerze polubiłam ich i zmieniłam zdanie. To bardzo sympatyczny naród. Na statku czy ulicznych knajpkach, przysiadali się, mówili, że Rosjanie i Polacy to sąsiedzi, jedna rodzina i Słowianie, że powinniśmy trzymać się razem. Jak na plaży skaleczyłam nogę, to od razu przybiegł do mnie gość z wodą utlenioną, są na prawdę w porząsiu :)))

Walking Street.


Tajski boks, to ich narodowy sport.


... i kolega leży..


 Tam każdy zarabia jak potrafi, mała, śliczna Tajka :)

 

 Nawet to stworzonko zarabiało na swoją panią... :)

Pattya Beach.


Alejka palmowa na Pattaya Beach.


Centrum Handlowe.


 Obraz króla Tajlandii można było spotkać dosłownie wszędzie... Tajowie bardzo go kochają.


Na ulicy jest ogrom najlepszego jedzonka, czego dusza zapragnie, ale jednak trzeba uważać. Niestety nie obyło się bez zatrucia mojej drugiej połówki, lecz tajskie tabletki szybko pomogły.

Codziennie delektowałam się pysznymi placuszkami bananowymi z czekoladą lub czekoladą i sosem truskawkowym, pycha oraz...


wspaniałymi lodami kokosowymi w skorupce kokosowej, ach zjadłabym teraz sobie :) 
1 szt kosztowała 50 baht'ów, czyli 5 zł.


Pragnienie można było ugasić mleczkiem kokosowym...



Smakowało mnie również sushi, bo te z polskich restauracji nie za bardzo ... Codziennie były świeżutkie a 1 szt kosztowała 10 baht'ów czyli tylko 1 zł.



Ślinka leciała na widok mixu makaronów z jajkiem, warzywami i owocami morza.



Skosztowałam też przepiórczych jaja.


Nie mogłam nie spróbować lokalnych owoców morza, kalmary, kałamarnice, ośmiorniczki,  itp.



 Danie gotowe, kosztowało 30 baht'ów czyli tylko 3 zł :)



Były też pieczone robaczki... Skorpiony, szerszenie, żaby, karaluchy, koniki i inne smakołyki, heee, hee...


Osobiście skusiłam się na skorpiona, a co będę sobie żałować :D :D :D


Na końcu Pattaya Beach mieliśmy ulubiony kram z owocami i owocami morza, codziennie chodziliśmy na zakupy i małe obżarstwo:)

Zupka z owocami morza.
Za bardzo mnie nie smakowała, za dużo było posmaku trawy cytrynowej...



Za to krewetki i kraby przepyszne i jakie tanie :)

Porcje krewetek wahały się od 100 baht'ów do 200 baht'ów, czyili 10 - 20 zł, a 3 szt. krabów za 200 baht'ów, czyli 20 zł. Także żyć nie umierać :D


Krewetki w toku pieczenia.




Krabusie.


Już upieczone ...



... i pyszny makaron z owocami morza.


Do tego świetne piwko, lepsze niż nasze i świeżo wyciśnięte soki z pomarańczy i mix. Bardzo smakowały mnie też soki z limonki, bardzo słodkie, u nas ten owoc jest okropnie kwaśny.


 Jak widać człowiek nie chodził głodny, można było najeść się do syta i to za małe pieniądze :)

 Zaprasza na trzecią część, która będzie, egzotyczna, kolorowa i bajkowa :)

20 komentarzy:

  1. Super, chciałabym tam pojechac;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. Tak, bo Pattaya to wycieczka z biura podróży. Chcieliśmy na własną rękę zwiedzić Bangkok, ale zabrakło czasu a tak chciałam go zobaczyć. Na drugi raz jedziemy na objazdówkę po Tajlandii i Kambodży, nie ma co... :)

      Usuń
  3. ja tez jestem fanką dziwnego jedzenia - z takich najdziwniejszych i może trochę obrzydliwych spraw jadłam móżdżek...

    OdpowiedzUsuń
  4. Podziwiam CIę za próbowanie tego wszystkiego :) Mnie pewnie zabrakłoby odwagi. Cudowne wspomnienia a lody też chętnie bym spałaszowała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wspomnienie fantastyczne :) W Rzymie być i Papież nie widzieć, koniecznie trzeba było wszystkiego skosztować :)

      Usuń
  5. Odważna z ciebie kobitka:) Ja na skorpiona bym się nigdy w życiu nie skusiła ale makarony to już inna bajka. Wyglądały smakowicie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Już od samego początku miałam ochotę skusić się na skorpiona :) Smakował jak chipsy, więc nie jest źle ;)

      Usuń
  6. Podziwiam Cię za tego skorpiona :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Znakomite zdjécia <3
    WOW! Ale jedzonko! gratulujé odwagi na zjedzenie skorpiona! ja bym nie zjadla...hihi :D
    buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Jedzonko było wspaniałe, tyle nowych smaków... :)

      Usuń
  8. owoce morza, sushi czy inne robale nie dla mnie... bleeeeee
    jak mogłaś zjeść to coś tam, zwane skorpionem? :O

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze wszystko prawie mnie smakowało, a skorpiona wchłonęłam z czystej ciekawości :) Natomiast sushi w Polsce mnie nie smakuje a tam pychotka :)

      Usuń
    2. fuuuuj.. ja nie lubię takich rzeczy, jakieś takie oblesne i już :D

      Usuń
    3. Kochana, wygląda jak wygląda, ale jak byś posmakowała, zmieniłabyś zdanie :) Mówię Ci to ja, wybredna w jedzeniu ;)

      Usuń
  9. Jedzonko - aż mam ślinotok :D A co do skorpiona to super, że masz w sobie odwagę i ciekawość do próbowania nowych rzeczy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz bym co nie co przekąsiła z tych dań ;) Chciałam również spróbować mrówek, ale nie było, smuteczek :(

      Usuń

Dziękuję za komentarze, każdy jest dla mnie ważny. Na wszystkie postaram się odpowiedzieć :)